LOGOWANIE
Zarejestruj sie

Wyprawy krzyżowe, cz. II - Wielka Schizma Wschodnia

16 lipca 1054 roku kardynał Humbert z Moyenmoutier, sekretarz papieża Leona IX oraz przewodniczący papieskiej delegacji wysłanej do Konstantynopola w celu zapobiegnięcia schizmie religijnej, wdarł się do Bazyliki Mądrości Bożej (Haga Sophia) zakłócając trwające właśnie nabożeństwo. Dokument, który złożył do odczytania na ołtarzu, był niczym innym jak bullą wykluczającą patriarchę Konstantynopola Michała Cerulariusza z Kościoła, jego działanie zaś finalnym efektem rokowań toczących się w wyjątkowo złej atmosferze. Prowadzący nabożeństwo diakon zwrócił się z prośbą o zabranie dokumentu. Krewki kardynał bez słowa opuścił świątynię otrząsając w wyjściu kurz z sandałów, by podkreślić, że wychodząc z tego miejsca grzechu pozbywa się jego nieczystości. Dzień później Humbert opuścił Konstantynopol. Swą misję uznał za skończoną i pośpieszył obwieścić jej wynik papieżowi. 24 lipca złożoną w bazylice bullę oficjalnie spalono z rozkazu cesarza Konstantyna IX, zaś papieskiego delegata Kościół wschodni obłożył klątwą.
Wielka Schizma Wschodnia stała się faktem uwypuklającym wszystkie różnice jakim poddane było życie duchowe i religijne na wschodzie i zachodzie Europy. Podstawową różnicą i wynikłym z niej problemem było złożone współistnienie łacińskiego Cesarstwa Zachodniego z kulturowo greckim Wschodnim. Różnice pogłębiły się jeszcze bardziej po upadku tego pierwszego. Na wschodzie konieczność współpracy władzy duchowej oraz politycznej była faktem i szybko doprowadziła do czytelnego modelu politycznego, w którym to cesarz powoływał patriarchów i zwoływał sobory. Na nim też ciążył obowiązek realizacji postanowień duchownych czy to w formie dekretów czy, w razie konieczności, przymusu zbrojnego. Nie przeszkadzało to wprawdzie wybitnym patriarchom, o ile mieli szczęście mieć za partnera słabego cesarza, okresowo znacznie rozszerzać swoje kompetencje, jednak wyraźny balans władzy, a co równie ważne wspólnota interesów sprawiała, iż nawet mocno zachwiany model relacji pomiędzy ośrodkami władzy miał silne tendencje do szybkiego odzyskiwania równowagi.

Zupełnie inaczej rzecz miała się na zachodzie Europy. Rzymskie Papiestwo, stanowiące jedną z nielicznych instytucji jaka przetrwała upadek cesarstwa, operowało na niezwykle niestabilnym gruncie barbarzyńskich i na wpół barbarzyńskich ludów. Co ambitniejszym i zdolniejszym przywódcom Kościoła sytuacja ta pozwalała na znacznie większą swobodę uprawiania polityki niż na wschodzie, zarazem jednak wymagało to niezwykłej zręczności dyplomatycznej oraz umiejętnego używania cudzej siły dla osiągania własnych celów. Większe było również zagrożenie. Pozbawione własnego oparcia zbrojnego papiestwo, z jednej strony zawsze szukało, gdzie tylko mogło, potężnych sojuszników świeckich, z drugiej zaś toczyło rozpaczliwe walki o zachowanie od takowych sojuszników własnej niezależności. Podstawowym i najskuteczniejszym narzędziem uprawiania polityki szybko stało się Słowo Boże. Zręczne manipulowanie tekstami Pisma Świętego, niezwykle elastyczna zachodnia teologia, odwaga wprowadzania zmian nawet w tak fundamentalne akty jak Dziesięć Przykazań, sprawiało, że Kościół zachodni potrafił znaleźć (lub stworzyć) furtkę dającą wyjście z większości impasów politycznych. Zarazem jednak te działania powodowały coraz liczniejsze napięcia z ortodoksyjnym chrześcijaństwem wschodnim. Mnożyły się spory religijne, prawnicze i teologiczne. Kłócono się o to, czy duchowni muszą golić brody, czy komunię należy udzielać chlebem na zakwasie czy nie. Spierano się o najdrobniejsze zmiany w tekstach religijnych, czego jednym z największych przejawów jest żywy do dziś w obydwu Kościołach spór „Filioque” (kwestia pochodzenia Ducha Świętego). Zajadła walka o zasadę celibatu dzieliła Kościół na dwa nie dające się pogodzić stronnictwa. Bardzo szybko też pojawiły się spory polityczne, które swe apogeum osiągnęły podczas rywalizacji obu Kościołów o chrystianizację słowiańszczyzny. Sytuacji nie poprawiał również fakt, że znacznie bardziej niezależny Kościół zachodni szybko przywykł do narzucania innym norm, zasad i zwyczajów, napotykając w tym względzie nieugięty opór Cesarstwa Bizantyjskiego i jego patriarchów stojących na straży tradycji, którą Rzym usiłował modyfikować stosownie do potrzeb i sytuacji.

Konflikt, który wybuchł w roku 1054, miał przede wszystkim podłoże polityczne. Głównymi sprawcami nieporozumień stali się
Normanowie z południa Włoch. Zbudowane przez nich królestwo stanowiło, w sensie życia duchowego i religijnego, wzorcowy model chrześcijaństwa zachodniego. Równocześnie jednak wchłonęło ono italskie posiadłości Cesarstwa Bizantyjskiego, zamieszkałe w większości przez ludność grecką żyjącą w obrządku wschodnim. Bezwzględny i egzekwowany siłą nakaz odprawiania nabożeństw w formie romańskiej, poparty przez papieża, miał poważne reperkusje na wschodzie. W odpowiedzi Patriarcha Konstantynopola nakazał zamknięcie wszystkich podległych jego władzy świątyń, w których odprawia się nabożeństwa na modłę zachodnią, cesarz zaś podjął decyzje o unifikacji dopiero co opanowanej Armenii z Kościołem wschodnim.

Misja Humberta z Moyenmoutier miała na celu złagodzenie pojawiających się napięć. W Kościele chrześcijańskim była to już trzecia z kolei schizma i nikt nie miał wątpliwości, że tak jak w dwóch poprzednich przypadkach szybko wygaśnie. Przedsięwzięcie trafiło jednak na bardzo niekorzystny grunt i odbyło się w atmosferze skandalu. Z perspektywy czasu wydaje się, iż największym błędem był wybór Konstantynopola jako miejsca debaty teologicznej. Patriarcha Michał Cerulariusz czując się pewnie na swoim terenie nie był skłonny do żadnych ustępstw, czego wyraz dał ignorując debatę mającą wyjaśnić kwestie sporne. Nie bez wpływu na przebieg wydarzeń była specyficzna atmosfera polityczna stolicy cesarstwa, zawsze pełna spisków, intryg i wzajemnej podejrzliwości. Faktem jest, że papieska delegacja tygodniami czekała na audiencję u patriarchy, doczekawszy się zaś Humbert z Moyenmoutier cisnął listem papieskim w patriarchę w odpowiedzi na słowa powitania. Faktem jest również, iż papiescy delegaci usiłowali wzbudzić nieufność cesarza względem patriarchy, ten zaś odwzajemnił się zakazem odmawiania przez delegatów mszy na sposób zachodni. Z pewnością nie pomogły kazania Michała, w których oskarżał delegatów papieskich o herezję ani podobne oskarżenia ze strony Humberta pod adresem patriarchy. Skumulowane napięcie rozładowało się w Bazylice Mądrości Bożej, delegacja opuściła cesarstwo z niczym, po dziś dzień zaś głowy obydwu Kościołów zmagają się ze skutkami wzajemnych animozji i temperamentów swych poprzedników.

Skutki konfliktu okazały się niezwykle trwałe, ujawnione zaś podziały nie do zasypania nawet współcześnie. Trzeba jednak zauważyć, że fiasko misji Humberta niczego jeszcze nie przesądzało. Wbrew powszechnej opinii nie doszło bowiem do wzajemnej ekskomuniki obydwu Kościołów. W chwili złożenia bulli w Haga Sophia papież Leon IX nie żył (o czym Humbert nie wiedział) i nie mógł jej potwierdzić. Z drugiej strony zaś ekskomunika dosięgła delegata papieskiego, nie zaś samą głowę Kościoła, co nadaje sprawie zupełnie inny wydźwięk polityczny. Pomimo skandalu jakim zakończyły się negocjacje obie strony zdecydowały się na gesty pojednawcze. Ponownie dali jednak znać o sobie Normanowie z Italii. Najazd jaki urządzili na Bizancjum (1080 rok) obnażył dramatyczną słabość państwa, którego od normańskiego cesarza uchroniła jedynie niespodziewana śmierć na malarię dowodzącego atakiem Roberta Guiscarda, sycylijskiego księcia o nieograniczonych ambicjach i wielkim talencie wojskowym.

Ostateczny rozbrat obu Kościołów nastąpił w 1204 roku za sprawą rycerzy IV krucjaty, którzy swoiście zrozumiawszy swą misję zdobyli i złupili Konstantynopol.

Autor: Vodayo
skomentuj
KOMENTARZE NA TEMAT GRY
więcej komentarzy dodaj komentarz