LOGOWANIE
Zarejestruj sie

Wyprawy krzyżowe, cz. I - A furore normanorum liberta nos Domine

W Europie Zachodniej nazwano ich „Normanami”, na Rusi „Waregami”. Oni sami nazwali się „Wikingami”, co w ich języku znaczyło łupieszczą morską wyprawę. Europa dowiedziała się o nich 8 czerwca 793 roku, kiedy to nagłym atakiem „poganie zza morza” złupili klasztor na angielskiej wyspie Lindsfarne. Napaść wzbudziła grozę i oburzenie w całym ówczesnym świecie chrześcijańskim, nikt jednak nie przypuszczał wówczas, iż jest to początek kataklizmu, który dotknie Europe na następne dwieście lat, nadając jej zupełnie nowy obraz oraz nieznaną ówczesnym ludziom dynamikę.
W roku 794 łupem rabusiów padły opactwa Jarrow i Wramauth, rok później klasztor św. Kolumby na wyspie Iona, w roku 797 wyspa Man, w 800 wyspa Faroer. W roku 820 kronikarz z Ulsteru tak opisał dramatyzm sytuacji:

„Morze wyrzuciło na Irlandię strumienie obcych. Nie było ani jednej zatoki, ani jednej przystani, ani jednej warowni, kryjówki czy zamku, których nie splądrowali by przybysze z północy.”

W roku 839 ogłosi swe władztwo w Irlandii. W roku 878 rządzili już większością Anglii…

Nie inaczej było w kontynentalnej Europie. W roku 826 Wikingowie splądrowali francuskie wybrzeże. Czuli się tak pewnie, że przezimowali na Loarze, by rok później złupić północną część Półwyspu Iberyjskiego. Brak przeciwdziałania ze strony miejscowych sił zbrojnych nie pozwolił długo czekać na skutki. W roku 844 wyprawa złożona z 54 okrętów obległa Lizbonę oraz splądrowała kalifat kordobański rujnując Sewillę, Kadyks i Kordobę. Zaś w roku 859 normańskie okręty wtargnęły na Morze Śródziemne, gdzie ich ofiarą padło Nims, Arls, Piza, Fesola, Luna. Kolejna wielka wyprawa morskich rabusiów miała miejsce w roku 882. Wyszła z delty Renu (gdzie osiedlili się już na stałe) i po splądrowaniu Xanten, Duisburga, Kolonii, Bonn, Birgen oraz Koblencji dotarła do Akwizgranu, skąd wyrzucenie niechcianych gości zajęło Frankom aż trzy lata. W roku 885 oblężony został Paryż. Rozpaczliwą obronę wyspy Cité zwieńczył wybuch zarazy, na wieść o czym Wikingowie wycofali się. W roku 893 ofiarą najazdu padł Londyn i Cantenbury. W 100 lat od pojawienia się garstki anonimowych rabusiów u wybrzeży Lindsfarne na Tamizę wtargnęła piracka flota licząca około 350 okrętów. Dynamika i determinacja najeźdźców były coraz większe, Europa zaś przeważnie bezbronna.

Jakie były tego przyczyny? Najbardziej zwracającą uwagę były osiągnięcia w dziedzinie techniki morskiej ludów skandynawskich. Zwieńczeniem ich był drakkar, jedyna w owym czasie pełnomorska jednostka. Ta ostrokilowa konstrukcja pozwalała odbyć trasę z Bergen do Nowej Funlandii w niespełna miesiąc! Niewielkie zanurzenie umożliwiało wdzieranie się rzekami w głąb kontynentu europejskiego pozwalając na zaskoczenie obrony terytorialnej. Prędkość około 10 węzłów sprawiała, iż były to okręty niedościgłe, zawsze dzięki swej konstrukcji mogące chronić się na pełnym morzu gdzie przepadłby każdy inny ówczesny okręt, zaś kombinacja napędu wiosłowo -żaglowego zezwalała na złożenie masztu przed bitwą w efekcie czego nadciągająca flota stawała się trudna do wypatrzenia na morzu. Obok techniki, morskiej ekspansji Skandynawów sprzyjało znaczne przeludnienie ich terenów macierzystych. Surowe warunki północy w połączeniu z powszechnym w ich kulturze prawem dziedziczenia całego majątku przez najstarszego syna dawały w efekcie znaczne nadwyżki ludności zmuszonej szukać szczęścia i bogactwa daleko na południu. Od początku podstawową taktyką tych rozbójników było działanie przez zaskoczenie. Otwartej walki unikali, jeśli jednak do niej doszło okazywali się przeciwnikiem niezwykle trudnym. Z zasady reprezentowali typ ciężkozbrojnej piechoty pozbawionej możliwości ucieczki zarówno przed lżejszą piechotą feudalną, jaki i kawalerią. Nie mogli również liczyć na litość przeciwników, wobec czego zmuszeni do walki wyróżniali się desperacką odwagą oraz wzorową dyscypliną i organizacją działania. Te cechy bardzo szybko sprawiły, iż stali się pożądanym elementem w armiach wszystkich europejskich możnowładców. Najemne odziały wikingów utrzymywano w Anglii, Francji, Niemczech, Bizancjum, a także w Polsce, gdzie za panowania Bolesława Chrobrego szacuje się, iż stanowili blisko 1/3 podległych królowi sił zbrojnych. Na Rusi bardzo szybko stali się elitą wojskowo - polityczną kontrolującą handel rosyjskimi rzekami z Bizancjum, w Konstatynopolu zaś najwartościowszym członem armii pełniącym rolę gwardii pałacowej.

Poniekąd właśnie asymilacja a nie zbrojna walka okazała się najlepszym rozwiązaniem problemu rozbójników z północy. W roku 911 król Francji Karol Prostak odstąpił część swoich ziem Normanowi o imieniu Rollo. Ten objął lenno w zamian za obowiązek zwalczania łupieżczych wypraw swych pobratymców, którymi bardzo szybko skolonizował nadane mu posiadłości. Wkrótce powstała właściwie niezależna od Francji domena z racji zamieszkujących ją ludzi nazywana Normandią. Był to brzemienny w skutki kompromis. Z jednej strony zachęcał on bowiem rzesze skandynawskich wojowników do szukania możliwości założenia kolejnego własnego państwa, z drugiej zaś istnienie takowego nieuchronnie wiązało się z przyjęciem chrześcijaństwa i przekształcaniem się ciężkozbrojnego piechura i morskiego rabusia w bogateg
o feudała oraz fanatycznego chrześcijańskiego rycerza.

Wkrótce Normandia stała się państwem wzorcowym i rozsadnikiem dalszej ekspansji. W roku 1066 jej władca Wilhelm Zdobywca narzucił swe rządy Anglii. Pomiędzy rokiem 1055 a 1130 Normanowie zbudowali Królestwo Sycylii. W odróżnieniu od Normandii był to proces długotrwały, skomplikowany oraz obfitujący w przelew krwi. Punktem wyjścia dla sytuacji stał się upadek ekonomiczny możnowładztwa południowych Włoch, które najemnym Skandynawom zamiast złotem zaczęło płacić za usługi ziemią. Kolonizacja ruszyła pełna parą, że zaś kolonistami była elita wojskowa ówczesnej Europy, zbyt późno podjęte działania przeciw nim zaowocowały szeregiem spektakularnych porażek. Raz postawiwszy nogę „na swoim” gospodarze z północy odpierali wszelkie próby interwencji dławiąc przy okazji bezlitośnie opór swych nowych poddanych. W decydującej bitwie pod Civitate (18.06.1053) licząca około 3000 ludzi normańska armia rozbiła dwukrotnie liczniejszą koalicję wojsk italskich, longobardzkich oraz szwabskich, biorąc przy okazji do niewoli papieża Leona IX.

Wydarzenia te są ważne z wielorakich względów. Po pierwsze, Królestwo Sycylii bardzo szybko zaangażowało się w sprawy wewnętrzne Bizancjum, gdzie sycylijscy władcy usiłowali przejąć władzę. Po drugie zaś, był to udany eksperyment, który legł u podstaw późniejszego stworzenia Królestwa Jerozolimskiego. Nowi gospodarze południowej Italii udowodnili, że możliwe jest osadzenie się jako elitarna warstwa w obcym sobie etnicznie i kulturowo środowisku oraz że efekty takiego działania mogą być zyskowne i trwałe mimo buntów wewnętrznych i konieczności obrony tak powstałego tworu przed zewnętrznym zagrożeniem. Zarazem ukształtowała się bardzo specyficzna sytuacja, w której cała Europa była otoczona normańskimi posiadłościami, faktoriami i placówkami handlowymi. W chwili powstania Królestwa Sycylii Normanowie rządzili w Skandynawii, Anglii i Normandii, stanowili elitę społeczną i handlową na Rusi oraz elitę wojskową w Cesarstwie Bizantyjskim. Charakteryzowała ich niezwykła mobilność, którą wkrótce nadali całej Europie. Wszędzie nieomal gdzie się pojawiali napotykali rodaków lub krewnych. Podróżowali szlakiem „od Waregów do Greków” podtrzymując handel lub świadcząc usługi wojskowe Cesarstwu Bizantyjskiemu (okazjonalnie usiłowali także złupić Konstantynopol), unikając zaś powrotu pod prąd rosyjskich rzek wracali do Skandynawii drogą via południowa Italia, Normandia, Anglia. W ówczesnych warunkach podróż taka zajmowała około dwóch lat, sami jednak Normanowie czuli się już na tyle pewnie w Europie, iż mamy przekazy o tym, iż podróże takie odbywali nie tylko kupcy, rabusie czy najemne drużyny, ale nawet skandynawskie kobiety odwiedzające swe rozrzucone po świecie dzieci.

Wkrótce wraz z Normanami podróżować zaczęła cała Europa. Obok handlu niezwykle mocno rozwijała się turystyka, zwłaszcza pielgrzymkowa, której głównymi celami stały się Rzym i Jerozolima. Rozsadnikiem tej mody byli Normanowie służący w gwardii bizantyjskiej, którzy szybko przejęli i rozpowszechnili grecki obyczaj odwiedzania Grobu Pańskiego, co czynili zwykle na koniec służby przed opuszczeniem cesarstwa. Obok niezwykłej dynamiki do jakiej rozbudzili Europę, przybysze z północy wywarli wielki wpływ na jej wojskowość (zwłaszcza uzbrojenie) a także na mentalność europejskiej elity, której stali się ważną częścią. Kształtowali modę i obyczaje, mocno przyczyniając się we wszystkich tych względach do unifikacji Europy. Ich aktywność legła także u podstaw późniejszych zbrojnych wypraw na Bliski Wschód. Zbudowanie „Bożego Królestwa” jest w istocie przedłużeniem procesów jakim Europa poddana była od końca VIII wieku. Podobnie jak w Anglii, Normandii czy na Sycylii była to wielka szansa dla uczestników wypraw na ekonomiczny i społeczny awans (dla wielu z nich jedyna taka szansa), za którą dopiero w drugiej kolejności szły względy religijne. Był to poniekąd przejaw politycznego awanturnictwa typowy dla społeczności Normanów, którego uczyli Europę już od kilku stuleci i w którym udział brali ich chrześcijańscy potomkowie. To właśnie szczególnie na Bliskim Wschodzie skumuluje się doświadczenie i ambicje obudzonych z letargu przez przybyszów z północy chrześcijańskich społeczności, otwierając arenę konfliktu, który tak na dobrą sprawę nie skończył się po dziś dzień. Rabusiowi, który pierwszy postawił swą stopę na Lindsfarne zapewne nawet przez myśl nie przeszło jak daleko idące skutki będzie miał jego mały krok dla społeczności dwóch ogromnych kultur, które kilka stuleci później zwarły się w śmiertelnych zmaganiach. Historia czasem chadza dziwnymi ścieżkami.

Autor: Vodayo
skomentuj
KOMENTARZE NA TEMAT GRY
więcej komentarzy dodaj komentarz