LOGOWANIE
Zarejestruj sie

Empire: Total War

Empire: Total War
Sztab VVeteranów
Tytuł: Empire: Total War
Producent: Creative Assembly
Dystrybutor: CD Projekt
Gatunek: turowa/RTS
Premiera Pl:2009-03-04
Premiera Świat:
Autor: Matis
Ocena
czytelników 86 GŁOSUJ
OCENA
REDAKCJI 90% procent
Głosuj na tę grę!

Empire: Total War

Seria Total War przyciąga swoją marką miliony fanów z całego świata. Pierwsza część, Shogun, pozwalała nam podbić feudalna Japonię. Medieval dawał nam możliwość zaprowadzenia nowego ładu na Starym Kontynencie. Rome przenosił nas w czasy starożytnego Rzymu. Druga część Medievala, mimo lekkich uproszczeń w stosunku do poprzedniczki, sprzedała się całkiem nieźle, i imponowała grafiką. Przez kilka miesięcy po premierze ostatniego z epizodów miłośnicy serii zastanawiali się, gdzie przeniesie nas kolejny tytuł z marką „Total War”. Nieoficjalnie mówiło się o kontynuacji Rome. Twórcy szybko rozwiali wątpliwości – tym razem poznamy od podszewki wiek XVIII i zbudujemy od podstaw nasze własne imperium kolonialne!
empire-total-war-3541-1.jpg 1Empire: Total War, podobnie jak części poprzednie jest mieszanką strategii czasu rzeczywistego i strategii turowej. De facto otrzymujemy 3 i pół gry w cenie jednej! Wydaje mi się, że każda z nich zasługuje na oddzielny opis i ocenę.

Gra Pierwsza: „Empire” (Pióro silniejsze jest od miecza...)

Na początku rozgrywki wybieramy jedno z 12 dostępnych państw (w tym Rzeczpospolita Obojga Narodów) i czas rozgrywki. Mamy 4 warianty długości, różniące się ilością prowincji, które trzeba zdobyć, i czasem (mierzonym w latach), który nieubłaganie upływa do jej końca. Jedna tura to pół roku. W grze wyróżniamy dwie pory roku – letnią i zimową. Akcja rozpoczyna się w 1700 roku. Świat obserwujemy z lotu ptaka. Możemy zwiedzić Europę, spore połacie Azji, Amerykę i Indie. Właśnie z tej sekcji gry kierujemy przemarszem naszych armii, zajmujemy się dyplomacja i gospodarką. Nie ukrywajmy – Empire jest najbardziej rozbudowaną pod tym względem częścią serii. Oprócz wyznaczania gubernatorów prowincji i podatków, możemy, jako władca absolutny, płynnie zmieniać skład naszego rządu.

Zniknęła postać dyplomaty – potencjalne sojusze zawiązujemy za pomocą specjalnego okna. Pojawiła się za to postać dżentelmena – wykształconego szlachcica, który może między innymi nadzorować prace badawcze, ewentualnie wyzywać szlachciców z innych państw na pojedynki – dzięki temu możemy pozbyć się irytującej konkurencji, bez zostawiania za sobą „dyplomatycznego smrodu”, jakie zostawiłoby użycie szpiega-skrytobójcy.

Tempo rozgrywki uległo znacznemu przyspieszeniu w stosunku do poprzednich części. Wszelkiej maści farmy i plantacje znajdują się poza głównymi miastami i traktowane są jako osobne „miasteczka”. Budynki zostały pogrupowane w różne subkategorie, np. „infrastruktura” – budynki z różnych kategorii mogą być budowane w tym samym czasie, więc jeśli nie brakuje nam złota w skarbcu, to w myśl zasady „dużo kasy – szybki rozwój” możemy błyskawicznie ewoluować.

Nowością w stosunku do poprzednich epizodów jest możliwość prowadzenia badań naukowych. Mamy kilka „drzewek”, zarówno cywilno-przemysłowych, jak i typowo wojskowych, których opracowywanie daje nam dodatkowe możliwości, zyski i zarazem umożliwia budowę niektórych budynków i jednostek. Taka koncepcja czyni grę bardziej przejrzystą – koniec ze znanymi z Rome sytuacjami typu „yyy... jak to się stało, że mogę rekrutować jednostki Pretorii?”, ewentualnie z mediewalowym „co tu robią ci rycerze?!”. Wszystko jasne i przejrzyste. Dzięki inteligentnemu (co mnie szalenie zaskoczyło) systemowi podpowiedzi na pozór skomplikowane akcje są proste jak budowa bagnetu. Sama przyjemność.
/> Czasami jednak nawet najlepszy dyplomata musi zdjąć szablę ze ściany, zakrzyknąć ekipę ziomali z muszkietami i udowodnić, kto rządzi na prowincji. Możemy przekazać buławę hetmańską Marszałkowi C.P.U i samemu iść na herbatę, jednakże wynik starcia sterowanego przez S.I to rosyjska ruletka. Wszakże nie po to kupujemy grę „3,5 w jednym”, aby świadomie zrezygnować z sekcji drugiej, czyli....

Gra Druga: „Total War” (...ale nie od zmasowanej salwy muszkietów)

Muszę przyznać, że czułem lekki niepokój przed pierwszym starciem w najnowszej odsłonie „Wojny totalnej”. Poprzednie części nie imponowały przemysłem „hi-tech”. Większość broni używanych przez naszych podkomendnych składała się z różnych stopów żelaza, ewentualnie brązu. Broń palna (w Medievalu II) była swoistą wisienką na środku pola minowego – można się do niej dopchać, ale robi więcej huku niż szkód. Jedynym jej zastosowaniem praktycznym było łamanie morale wroga („Ojej! Oni w nas czymś strzelają!). Tutaj już w pierwszej turze większość państw dysponuje oddziałami piechoty liniowej – uzbrojonej w muszkiety. Na początku byłem w straszliwym szoku. Szukałem bugów, błędów, komend: strzelał tylko pierwszy rząd formacji. Okazuje się, że do czasów porządnej modernizacji armii (okres późny), nasi muszkieterowie nie przypominają raczej zdyscyplinowanej piechoty znanej z filmów o Napoleonie. Na pocieszenie – jednostki po modernizacji są naprawdę wybitne.

Wracając do meritum. Sekcja walki przedstawiona jest w 3D. Na początku rozstawiamy nasze jednostki w określonym obszarze. Później ruszamy do szturmu/bronimy się. Nasze regimenty mogą korzystać z osłon i zajmować budynki. Rozgrywka nie różni się zanadto od poprzedniczek. Grafika, zwłaszcza na wysokich detalach, potrafi wgnieść w fotel. Na dużego plusa zasługuje także oprawa dźwiękowa. Co ciekawe – im bardziej „przybliżymy” sobie nasze jednostki, tym wyraźniej słychać tupot ich butów, szczęk oporządzenia i huk wystrzałów. Upływ czasu i badania udostępniają nowe możliwości taktyczne. Dowodzenie jednostkami z późniejszych lat wymaga zupełnie innego podejścia. Czworoboki, osłanianie się ogniem – raj dla taktyka. Cieszy mnie niezmiernie fakt, że ktoś (twórcy) nareszcie zrozumiał, że dragonia to zwykła piechota, która przyjeżdża na miejsce walki konno – punkcik za odwzorowanie faktów. Czasami śmieszy podobieństwo jednostek – szczególnie ciekawie wygląda pułk (120 chłopa), z których każdy ma kitkę – oddział metali?. Zmniejszona rola kawalerii: działa z nieograniczoną (sic!) amunicją, jednostki pokroju szaserów (strzelcy wyborowi/dywersanci) zmuszają miłośników poprzednich części do zmiany doktryny – wszakże karabin z nałożonym bagnetem to prawie jak znienawidzona przez każdego „koniucha” włóempire-total-war-3541-2.jpg 2cznia.

Bardzo miłym akcentem jest, będąca swoistym wunderwaffe, polska husaria. Nie bacząc na to, że husarze maja góra dwumetrowe włócznie (a powinni co najmniej pięcio-), co wygląda trochę komicznie, nie odbiegają oni od poprawnego wizerunku skrzydlatego rycerza. Co ucieszy wszystkich patriotów/nacjonalistów/sadystów, nasza kochana husaria wchodzi w praktycznie wszystko – poza słoniami bojowymi i naprawdę dużymi grupami pikinierów – jak w masło. Jednak nie wszystkie bitwy toczą się na lądzie... i tu przechodzimy do gry nr 3

Gra Trzecia: „Das Boot” (Ognia!) + 0,5 (gry oczywiście)

Poprzednie odsłony serii Total War umożliwiały walkę morską jedynie poprzez autorozstrzyganie. Tym razem możemy sami sprawdzić, ile brakuje nam do admirała Nelsona (albo Nelsonowi do nas). Spodziewałem się maksymalnie uproszczonych potyczek, a dostałem de facto małą grę żeglarską. Możemy sterować okrętami w grupie lub każdym z osobna. Sterowanie pojedynczymi jednostkami jest ciekawsze, gdyż możemy ustawiać żagle, prowadzić ostrzał z konkretnych burt, zmieniać amunicję (kartacze, kule klasyczne i łańcuchowe) czy nawet wydawać rozkaz abordażu. Opanowanie kilku okrętów naraz w ogniu walki bez użycia aktywnej pauzy graniczy z cudem.

Grafika efekty dźwiękowe także stoją na NAJwyższym poziomie.

Oprócz tych 3 „modułów”, dostaliśmy do dyspozycji wspomnianą wcześniej „połówkę”. Jest nią... kampania amerykańska, składając się z 4 części (3 rozdziały i epilog). Poznajemy w niej historię pewnego oficera wojsk walczących o niepodległość – od kolonizacji i walk z Indianami, po wojnę z Francją, na walce o niepodległość kończąc.


Słowo podsumowania

Każda z części serii Total War dorobiła się etykietki gry kultowej. Praktycznie każdy strateg ma swój ulubiony epizod. Niektórzy lubią przerabiać swoich przeciwników na papkę katanami, inni ubóstwiają tupot szarży ciężkozbrojnych rycerzy feudalnych. Znajdzie się wielu, którzy pokochają wirtualny zapach prochu z muszkietów.

Na zakończenie jeszcze słowo (a konkretniej dwa) o polonizacji – bardzo dobra. Podobnie jak w poprzednich częściach każda frakcja mówi w swoim języku narodowym. Zadbano o praktycznie wszystkie możliwe szczegóły.

Obowiązkowa gra na półce każdego prawdziwego stratega. Jeśli miałeś styczność z serią – spodoba Ci się. Jeśli nie – możesz śmiało od niej zacząć.


P.S. Jest to recenzja przedpremierowa, więc aby uniknąć pytań „czy to mi pójdzie!?” – grałem na Pentium IV 3,2 GHZ, 1Gb RAM-u i Radon 2600 XT 512 GDDR – na ustawieniach nisko-średnio-wysokich (kompletny miks): wczytuje się dość długo, ale działa w miarę płynie (przy średnich bitwach). Większa ilość pamięci RAM nie zaszkodzi.... ale da się grać.

Autor: Matis
skomentuj
KOMENTARZE NA TEMAT GRY
28.05.2008 | Mikiss » Seria Total War zawsze mi się kojarzył z masami wo
więcej komentarzy dodaj komentarz
RECENZJE CZYTELNIKÓW
ILOŚĆ RECENZJI - 1 ŚREDNIA OCENA - 100%
Empire: Total War – tytuł, kt
rysiu003 - 100%
więcej recenzji dodaj recenzję