LOGOWANIE
Zarejestruj sie

Call of Juarez 2: Więzy Krwi

Call of Juarez 2: Więzy Krwi
Sztab VVeteranów
Tytuł: Call of Juarez 2: Więzy Krwi
Producent: Techland
Dystrybutor: Techland
Gatunek: FPS
Premiera Pl:2009-07-03
Premiera Świat:
Autor: Blackwolf111
Ocena
czytelników 86 GŁOSUJ
OCENA
REDAKCJI 90% procent
Wyroznienie
Głosuj na tę grę!

Call of Juarez 2: Więzy Krwi

Nie od dziś wiadomo, że Polak, gdy chce, to potrafi. Na szczęście nasi rodzimi programiści chcą bardzo mocno, skutkiem czego całkiem niedawno spora część świata zagrywała się w Painkillera, a potem w Wiedźmina. Obecnie na półkach zagranicznych sklepów znaleźć można tytuł Call of Juarez 2: Bound in Blood, aspirujący do miana najlepszego interaktywnego westernu wszechczasów. U nas bardziej znany jako Call of Juarez 2: Więzy Krwi jest osadzonym w brutalnych realiach Dzikiego Zachodu first person shooterem, którego twórcami jest wrocławska firma Techland.
call-of-juarez-2-wiezy-krwi-4329-1.jpg 1Gra jest drugą częścią wydanego w 2006 roku Call of Juarez i stanowi prequel wydarzeń przedstawionych w części pierwszej. W tym miejscu warto pochwalić scenarzystów produkcji. Z jednej strony gracze, dla których będzie to pierwszy kontakt z serią, nie są w żaden sposób piętnowani za nieznajomość „jedynki”. Z drugiej - znajomość zakończenia „dwójki” w najmniejszym stopniu nie przeszkadza w śledzeniu losów braci McCall, głównych bohaterów serii. Co więcej, potrafi zainteresować nawet bardziej niż poznawanie zupełnie nowej historii. Dlaczego? Dlatego, że wstęp gry stanowi scena poprzedzająca jej zakończenie. Scena, w której dwóch braci mierzy do siebie z rewolwerów, po czym zapada ciemność i rozlega się odgłos wystrzału. Tylko jednego.

Zaraz po tym gracz poznaje trzeciego z braci McCall, kształcącego się na pastora kilkunastoletniego Williama, który będzie narratorem historii. Historii wciągającej i niebanalnej. Mierzący do siebie Thomas i Ray to z kolei postacie grywalne. Znacząco różnią się oni od swego młodszego brata. To bardziej typy spod ciemnej gwiazdy, niż noszący złote gwiazdy strażnicy Teksasu. Naładowane rewolwery, cudze pieniądze, mocna tequila, piękne kobiety - to lubią i tego zwykli się trzymać.

Niemal każdą misję poprzedza wybór jednego z braci. Wybór ten jest o tyle istotny, że różnią się oni znacząco pod względem stylu walki. Ray to noszący ciężki, stalowy napierśnik twardziel, biegle posługujący się dwoma rewolwerami jednocześnie, niezastąpiony w walce na krótkie dystanse. Thomas jest zwinnym strzelcem potrafiącym użyć lassa, aby dostać się w trudno dostępne miejsca. Karabin myśliwski w jego rękach może zagrozić nawet znacznie oddalonym wrogom, a łuk i noże pozwalają na bezszelestną likwidację tych bliższych.

Niezależnie od wyboru, udział w akcji biorą zawsze obaj bracia. Jeden kontrolowany jest przez gracza, drugi prowadzi bardzo dobrze zachowująca się sztuczna inteligencja bądź też inna żywa osoba w wypadku korzystania z opcji multi. Dobrym AI wyróżniają się też przeciwnicy: kryją się za przeszkodami, przeładowują w ukryciu i strzelają wychylając się zza rogu, potrafią też wykorzystać przewagę liczebną i próbować zajść gracza od flanki. Kooperacja sprowadza się nie tylko do wspólnego prowadzenia wymiany ognia, ale też do prowadzenia skoordynowanych działań. Przykładowo, gdy Ray poszukuje drogi ucieczki, Thomas powstrzymuje nacierających Indian. Odmienność w stylu gry każdym z braci w połączeniu z fragmentami, w których się rozdzielają, motywuje do ponownego przejścia całości.

Sedno rozgrywki stanowią widowiskowe strzelaniny rodem z najlepszych hollywodzkich westernów. Nie zabrakło tu niczego, co Dziki Zachód miał do zaoferowania żądnemu wrażeń łowcy przygód: wojna secesyjna, odbicie więźnia, pojedynki w samo południe, ataki Indian czy wymarłe miasteczka to jedynie część atrakcji. Przez moment pomyślałem, że brakuje tylko porwania pociągu, ale zaraz zaraz, było, tyle tylko, że w pierwszej części gry.

Tym, co decyduje o grywalności strzelanki jest sposób, w jaki zrealizowano strzelanie. Banał i oczywist
ość, niemniej prawda jest taka, że złego wykonania tego elementu nie uratuje ani fotorealistyczna grafika ani dziesiątki innych miłych aspektów. CoJ2 ten problem nie dotyczy. Dokonując instalacji obawiałem się trochę jak autorzy poradzą sobie z zachowaniem dynamiki walk, w których główna broń to ręcznie ładowane sześciostrzałowe rewolwery. Poradzili sobie doskonale. Postawiono na pewne odstępstwo od realizmu na rzecz bardziej zręcznościowego charakteru rozgrywki. Wrogów jest wielu, ale trzeba przyznać, że stawiają raczej na ilość niż jakość. Dzięki takiemu zabiegowi gra wręcz tętni akcją i ciężko przy niej o znużenie.

Dużym urozmaiceniem są unikalne tryby walki opracowane specjalnie z myślą o tytule. Pierwszym jest tryb koncentracji. Po zastosowaniu działa on różnie w zależności od tego, kim właśnie sterujemy. W wykonaniu Raya czas zdecydowanie zwalnia, a gracz ma kilka sekund na zaznaczenie kursorem punktów na ciele przeciwników. Koniec czasu aktywuje krótką sekwencję, w której Ray bezbłędnie trafia we wszystkie wskazane miejsca. W wypadku Thomasa funkcjonuje to w ten sposób, że program sam naprowadza celownik na najbliższego wrogiego osobnika, zaś zadaniem gracza jest oddanie strzału poprzez przytrzymanie prawego przycisku myszy i odsunięcia jej do tyłu. Po oddaniu strzału celownik wędruje na kolejny pobliski cel.

Jest jeszcze trzeci tryb przeniesiony bezpośrednio z części pierwszej CoJ. Skorzystać z niego może tylko dwóch braci McCall działających wspólnie. Wpadają do zatłoczonego pomieszczenia, każdy z dwoma rewolwerami w dłoniach. W tym momencie czas zwalnia a z prawej i lewej strony ekranu ku jego środkowi zmierzają miarowo dwa celowniki, każdy odpowiadający za jedna rękę. Gdy któryś z nich znajduje się na nieprzyjacielu oddajemy strzał, odpowiednio prawym lub lewym przyciskiem myszy. Każdy z wyżej wymienionych trybów jest naprawdę satysfakcjonujący i nie nudzi się nawet po kilku godzinach gry.

Kolejnym ciekawym rozwiązaniem jest system automatycznego szukania osłon. Program automatycznie rozpoznaje sytuacje, w których znajdujemy się blisko odpowiedniego obiektu i powoduje skrycie się za nim. Odpowiedni ruch myszą w górę, dół lub bok odpowiada za stosowne wychylanie się zza osłony w celu oddania strzału. W praktyce sprawdza się to nawet lepiej niż wygląda na papierze.

Jednak w życiu każdego prawdziwego twardziela są takie chwile, kiedy trzeba postawić wszystko na jedną kartę i stanąć twarzą w twarz z przeznaczeniem. Zarówno Ray jak i Thomas nie uważają się za mięczaków, toteż żaden nie odmówi pojedynku jeden na jednego. Chwała im za to. Pojedynki to element, który podejrzewam nie tylko mi przypadnie do gustu jako najlepsza składowa całej produkcji. W trakcie konfrontacji naszego bohatera obserwujemy od tyłu. Zajmuje on lewą część ekranu w ten sposób, że kabura z bronią znajduje się w jego centrum. Kilka chwil nerwowej ciszy wypełnia ruch myszą odpowiedzialny za kierowanie dłonią. Im bliżej rękojeści tym lepiej, choć ważne by jej nie dotknąć. Uwagę należy zwrócić też na przemieszczanie się przeciwnika na boki, najlepiej by zawsze znajdował się tuż przed nami. Gdy rozlega się głos dzwoncall-of-juarez-2-wiezy-krwi-4329-2.jpg 2a szybki ruch gryzoniem do tyłu powoduje złapanie za broń. Nacelowanie i strzał. Zdążyłeś - żyjesz. Byłeś zbyt wolny - autosave. Pojedynki to bezapelacyjna rewelacja. Towarzyszący im nastrój to coś, co bez reszty oddaje klimat Dzikiego Zachodu.

W tworzeniu klimatu niemałą zasługę odgrywa udźwiękowienie. Muzyka przywodzi na myśl najlepsze klasyczne westerny, czyli jest dokładnie taka jak w tym wypadku być powinna. W wersji, jaką otrzymałem, bezpośrednio z Wysp Brytyjskich, lektorzy zdecydowanie stanęli na wysokości zadania. Może tylko William brzmi trochę zbyt przejmująco, pozostali są w pełni wiarygodni. Również odgłosy broni i otoczenia sprawiają wrażenie naturalnie brzmiących.

Słowa uznania należą się oprawie wideo. Przy wysokich ustawieniach wszystkich detali, wygładzaniu krawędzi i pełnych cieniach wrażenia płynące z gry są piorunujące. Niestety PC, na którym miałem ją zainstalowaną, był u szczytu formy przeszło dwa lata temu. Tu ogromny plus za optymalizację. Przy rozdzielczości i ustawieniach zaproponowanych przez system nie było momentu, w którym mógłbym narzekać na płynność.

Dodatkowy akapit należy się kilku rozwiązaniom, które nie zmieniają oblicza rozgrywki, jednak stanowią miłe udogodnienie. Pierwszą kwestią jest sposób w jaki poradzono sobie z ograniczeniem terenu gry. Ściany ograniczające obszar są albo naturalne jak góry, przepaść, rzeka, albo w ogóle ich nie ma. Drugi przypadek niech zobrazuje sytuacja, w której Ray i Thomas odbijają więźnia z posterunku szeryfa. Miasteczko znajduje się pośrodku pustyni i w zasadzie spokojnie można je opuścić kierując się w dowolnie wybraną stronę. Sęk w tym, że oddalając się od brata zostawiamy go na pewną śmierć, co skutkuje koniecznością wczytania gry. W konsekwencji sprawia to bardzo silny pozór swobody ruchu.

Kolejny plusik za dwie misje dodatkowe rzucające braci McCall na środek lokacji o przestrzeni kilku km² i pozwala na nieskrępowaną ich eksplorację lub wykonanie porozrzucanych w niej kilku zadań pobocznych. Bardzo przydatne okazują się w tej misji konie. Zwierzęta te nie są tylko ozdobą, jazda konno to też istotny aspekt niektórych misji.

Jeszcze jeden plusik za możliwość zakupu nowych lepszych modeli broni. Za walutę służy złoto zdobyte za wykonywanie zadań jak i te, na które natchnąć się można w każdym zakamarku każdej lokacji. Zardzewiały colt ranger potrzebuje trzech strzałów, tam gdzie jego świeżo nowemu odpowiednikowi wystarczy jeden.

9/10 i jest to ocena niewynikająca z patriotyzmu, a szczerze zasłużona nagroda za ponadprzeciętnie dobrze wykonaną grę. Jedyną istotną wadą jaką mógłbym przywołać jest nieco zbyt niski poziom trudności. Reszta to same plusy. Dlaczego nie 10? Dlatego, że gra jest świetnie wykonanym dziełem rzemieślników z odrobiną świeżych pomysłów. Nie jest kamieniem milowym gatunku, ani grą, w którą grać się będzie nadal za pięć lat od dziś. Po prostu mimo, że jest bardzo dobrze, nadal mogło być lepiej.

Plusy:

- walka
- tryby specjalne
- pojedynki
- grafika
- klimat

Minusy:

- zbyt łatwa
- zawsze mogłoby być jeszcze lepiej

Autor: Blackwolf111
skomentuj
KOMENTARZE NA TEMAT GRY
05.08.2010 | blazejco12345 » To jest po prostu super.
01.01.2010 | Rafael Van Helsing » Chyba mam jakiś wybrakowany egzemplarz,ale.. to na
więcej komentarzy dodaj komentarz
RECENZJE CZYTELNIKÓW
ILOŚĆ RECENZJI - ŚREDNIA OCENA - % więcej recenzji dodaj recenzję