LOGOWANIE
Zarejestruj sie

Choinka 2016

W tym roku, choć dopiero początek grudnia, zima już dała się we znaki, prezentując jednak raczej śnieżne niźli mroźne oblicze. W sklepach już wyraźnie czuć atmosferę Świąt, a właściwie świątecznych zakupów. W zalewie ofert zgodnie ze świecką tradycją postanowiliśmy również przedstawić kilka własnych propozycji, na kieszenie o różnych zasobnościach.
choinka-2016-15271-1.jpg 1PROPOZYCJE HUNTERA

„Choinkowa rekomendacja huntera” – dawno nie słyszałem tego pseudonimu. Używany już tylko w Sztabie VVeteranów odpłynął nieco w zapomnienie biorąc pod uwagę fakt, że od kilku lat udzielam się w serwisie gościnnie – właśnie w ramach choinki.

Wpływ na to ma wiele czynników. Głównym jest fakt, że założyłem rodzinę, a moje życie zawodowe ruszyło do przodu niczym rakieta, stąd brak czasu na spełnianie swojego, dziennikarskiego hobby. Staram się jednak zachować jeszcze na tyle wolnego czasu by nie wyzbyć się swojej największej pasji – gier video.

Mimo braku czasu, staram się nie tylko znaleźć zawsze „chwilę na gry”, ale też i nie odstawać zbytnio i próbować nowych technologii. W związku z tym do moich rąk jakiś czas temu trafił Projekt Morfeusz, czyli nic innego jak gogle wirtualnej rzeczywistości dla PlayStation 4. Była to inwestycja dosyć ryzykowna, byłem bowiem do niej bardzo sceptycznie nastawiony, porównując VR do trendu jakim jeszcze parę lat temu były kontrolery ruchowe, a te – jak dobrze wiemy – się nie przyjęły i raczej zostały wrzucone do szuflady mało popularnych zabawek. Niemniej jednak zaryzykowałem. Po podpięciu całego zestawu, założyłem hełm i… wypróbowałem go dosyć ostrożnie. Najpierw tryb kinowy, następnie próbki materiałów video w VR, a dopiero potem głęboki wdech i wrzucenie do konsoli płyty z 8 demami gier przygotowanych pod hełm. Nie będę was dłużej trzymać w niepewności.

VR to nie „chwilowy trend”. To prawdziwa rewolucja, która oferuje coś czego dotychczas nie mieliśmy okazji doświadczyć.

Mając 24 lata na karku, jestem graczem od niemalże 20 lat. Już jako dziecko dorastałem przed NESem (w Polsce pod postacią Pegasusa) i 8-bitowymi klasykami. Mniej więcej w wieku 10 lat miałem okazję przesiąść się z dwóch wymiarów do trzech wymiarów za sprawą konsoli Sony PlayStation. Raczej nie muszę nikomu mówić jak niesamowitym było to przeżycie.

W tym miejscu właśnie pojawia się cała magia wirtualnej rzeczywistości. Oferuje dokładnie to samo co lata temu oferowała raczkująca jeszcze technologia 3D – zupełnie nowe doświadczenia płynące z grania. Ten szok, to niedowierzanie, które na mnie spłynęło gdy pierwszy raz uruchomiłem demo pokazujące możliwości tego sprzętu, cóż… takie chwile zdarzają się raz na jedną, dwie dekady, ale jednocześnie dla takich chwil warto być graczem.

Żadna technologia nie ma prawa bytu bez oprogramowania, które je wspiera. W przypadku PS VR można powiedzieć, że start ma naprawdę mocny. Nie będę tutaj oczywiście zachwalał drobnych „mini gier”, które sprawiają frajdę, ale na zaledwie kilka minut. Hełm ten jednak, rozkręca się gdy zabierzemy się za tytuł „konkretniejszy”, a wbrew temu co niektórzy głoszą takowe już istnieją.

Mam wrażenie, że każdy kto choć raz spróbowałby pędzić 250 km/h w bolidzie Formuły 1 (D
riveclub VR
) czy też wziął udział w wieloosobowych walkach kosmicznych (EVE: Valkyrie) na zawsze zmieni zdanie na temat gogli. Zrozumie, że to sprzęt, który ma potencjał i który naprawdę potrafi stworzyć tę iluzję – coś, czego nie zastąpi nawet najdroższy, największy, najbardziej „wypasiony” telewizor. Bo trzeba pamiętać, że w gry VR wcale nie gra się inaczej. W większości przypadków to te same gry, które nadawałyby się także na ekran telewizora. Podobnie jest z samym graniem. Ty, jako gracz, siedzisz na kanapie, z klasycznym kontrolerem w dłoni. To co jednak ulega zmianie to sposób w jaki postrzegasz i doświadczasz tej gry i to właśnie ten element jest niesamowity. Oczywiście VR to także perspektywa zupełnie nowych doświadczeń. Każdy, kto spróbował Kitchen – dema dla nadchodzącego Resident Evil 7 – zdaje sobie sprawę z tego, że takie gatunki jak survival horror mogą wznieść się dzięki VR na zupełnie nowe wyżyny.

Pozostaje jedynie mieć nadzieję, że Sony – dzięki zachowaniu relatywnie atrakcyjnej ceny i prostoty w użytkowaniu (w porównaniu do konkurencyjnego Oculus Rift czy HTC Vive) – odniesie sukces i przebije się z tą technologią do mas. To z kolei zachęci większą ilość developerów do tworzenia coraz bardziej zaawansowanych produkcji dla tej technologii, nawet jeżeli będą one żyć w symbiozie z klasycznym, „telewizyjnym” graniem. To sprawi, że technologia nie umrze, a ja trzymam za nią kciuki i chcę by się jej powiodło.

Jeżeli się im uda, to z przyjemnością, w ramach przyszłorocznego tekstu choinkowego raz jeszcze zachęcę was do wypróbowania tej technologii, która mam nadzieję, że rozwinie się na tyle, by już na stałe zadomowić się w naszych salonach.

Uwaga: jeżeli udało mi się was zainteresować i przekonać do kupna PlayStation VR pamiętajcie, aby wraz z hełmem dokupić PlayStation Camera. Jest ona wymagana do korzystania z gogli, a niestety nie jest dołączona do podstawowego zestawu.

PROPOZYCJE ALICJI

Fitbit – coś dla aktywnych i fascynatów nowinek technicznych. Zegarek służący do monitorowania aktywności i snu. W zależności od producenta i modeli ma do zaoferowania: pulsometr, gps. Urządzenie jest kompatybilne ze smartphonami. Idealne urządzenie do sprawdzenia ile godzin poświęcamy na aktywność, a także ile efektywnie śpimy.

Kindle – wiadomo, ogrom książek w jednym urządzeniu. Oszczędność miejsca, a przede wszystkim kosztów. Osoby, które nie lubią czytać z urządzeń elektronicznych, można przekonać tym, że czytanie w niczym nie różni się od tradycyjnego. Papier elektroniczny w ogóle nie męczy wzroku, a samo urządzenie na jednym ładowaniu jest do naszej dyspozycji przez kilka tygodni (oczywiście w zależności od czasu użytkowania).

Bezprzewodowe słuchawki bluetooth – coś dla miłośników muzyki, którzy nie lubią tradycyjnych (plączących się) kabli.

Wszelka odzież z motywem choinka-2016-15271-2.jpg 2świątecznym (np. sweter z bałwankiem/reniferem) – może i obciachowa, ale absolutny must have w okresie świątecznym.

PROPOZYCJE KLEMENSA

O żadnej wydanej w tym roku książce nie powiedziałbym, że jest to pozycja ponadczasowa, lecz autentycznie ujęło mnie „7EW” Neala Stephensona, czyli bardzo „twarde” science fiction w bardzo przystępnej formie - z pewnością niebagatelną przyczyną mojego zauroczenia jest astrofizyczna pasja, nie trzeba jednak legitymować się doktoratami MIT-u (niżej podpisany także takowych nie posiada), by docenić swadę autora i zdolność przyciągnięcia uwagi czytelnika.

Nieco starszą książką, która umknęła początkowo mojej uwadze było „Wszystko, co lśni” nowozelandzkiego pióra Eleanor Catton, utwierdzając mnie w pragnieniu odwiedzenia tych chłodniejszych, mniej kangurzastych Antypodów.

Inne granice w czasie i przestrzeni dane zaś będzie Czytelnikowi zwiedzić wraz z Yaą Gyasi, której „Droga do domu” to książka banalna, której marketing raczej bardziej zaszkodził niż pomógł, lecz nie był w stanie zupełnie całości wydrążyć z wartości. Nie są to nowe „Korzenie” z uwagi na wartkość tempa i pobieżność oceny, lecz dla niejednego czytelnika jej lekkość będzie wręcz stanowiła atut.

Jeśli zaś idzie o miłośników komputerowej rozgrywki, to mijający rok zaoferował między innymi dwie znakomite gry strategiczne nawet nie na dziesiątki, lecz setki godzin - mam tu na myśli Total War: Warhammera oraz Sid Meier's Civilization VI, jeśli zaś ktoś nie stroni od czysto cyfrowych zakupów, to do tego grona winien doliczyć Stellaris. Myślenie nieodmiennie ma przyszłość, na Ziemi czy w kosmosie bądź w fantastycznych światach.

Z kolei zwolennicy kontemplacyjnej rozgrywki, choć nie wolnej od wysiłku szarych komórek, zdecydowanie winni sięgnąć po Obduction. Seria Myst przez wiele lat była najlepiej sprzedającą się na świecie, zaś jej nie-do-końca-oficjalny-następca doskonale tłumaczy dlaczego.

W końcu, osoby pragnące podczas gry doświadczać emocji, jak też utożsamiać się ze swoim wirtualnym alter ego w tym roku właściwie nie mają wyboru - zadość tym oczekiwaniom czynią tylko dodatki do Wiedźmina 3, które jednak wymagają zakupu części podstawowej, jak też nowa produkcja Obsidian w postaci Tyranny. Ta ostatnia pozycja nie jest przeznaczona na długie podejścia na zimowe wieczory, raczej wymaga ona wielu powrotów, oferując coraz to inne opowieści. Bez zaangażowania uczuciowego jednak się nie obejdzie.

Autor: Klemens
skomentuj
KOMENTARZE NA TEMAT GRY
więcej komentarzy dodaj komentarz