Michael Wittmann - As Pancerny
Intro do pierwszej kampanii wstępnie przedstawia załogę, którą będziemy mieli przyjemność pokierować. Mimo bardzo ładnej (moim zdaniem) techniki graficznej, nie poznajemy zbyt wielu faktów. Z filmiku można dowiedzieć się, że smutni panowie w mundurach wojsk pancernych lubili swoją pracę, i wykonywali ją nadzwyczaj dobrze. Może warto by jednak przybliżyć „Narodziny Legendy”? Legenda przyszła na świat w bawarskiej wsi, w roku 1914. Początki życia to praca fizyczna, później początek kariery wojskowej w 1934 roku. Z Reichswehry przeniósł się do Allgemeine-SS, a później do wspomnianej (wtedy jeszcze kompanii) Leibstandarte SS Adolf Hitler.
Swoją karierę pancerną rozpoczął od lekkich pojazdów rozpoznawczych. Po kampanii francuskiej, w czasie której – powiedzmy sobie szczerze – niczym specjalnym raczej się nie wykazał, zgłosił się na ochotnika do nowo formowanych oddziałów dział szturmowych. Został dowódcą Stuga ausf a. Przygotowania do nowego rozdziału w swoim dossier rozpoczął od kompletowania załogi. To stało się znakiem rozpoznawczym Michaela jako dowódcy w późniejszych latach – zgrana załoga była dla niego co najmniej tak samo ważna jak osiągi pojazdu, którym dowodził.
Po dziesiątkach godzin spędzonych na treningu i doskonalenia taktyki użycia owego innowacyjnego sprzętu Wittmann wyruszył wraz z wesołą kompaniją na front bałkański. Tam po raz pierwszy poznał smak walki pancernej. Nie był to jeszcze to słodkie uczucie zwycięstwa, jednak Michael zdobył, jakże przydatne na polu walki, doświadczenie. Zadanie domowe z dziedziny obsługi działa szturmowego odrobił na ocenę bardzo dobrą w czasie operacji Barbarossa. Dwadzieścia dni po rozpoczęciu działań wojennych przeciw ZSSR, 12 lipca 1941 roku załoga pewnego Stuga III obserwująca teren z pewnego wzgórza wykryła kolumnę czołgów radzieckich, w większości T-34/76. W czasie spektakularnej szarży, Michael z załogą unieszkodliwili 6(!) „trzydziestek czwórek”. Za pomocą jednego działa szturmowego zniszczył sześć średnich czołgów – lipcowa akcja dała początek stylowi walki, jaki można śmiało określić „wittmanśkim” - zasadzka zakończona brawurową szarżą. W nagrodę za ten śmiały wyczyn Herr W
U schyłku 1942 roku Michael został mianowany dowódcą plutonu czołgów typu Panzer III w kompanii Tygrysów. Zadaniem jego grupy była ochrona tyłów zgrupowania przed atakami np. ukrytej piechoty, mogącej uszkodzić pancerne „koty”. Wiosną 1943 roku Wittmann przeniósł się „z malucha do ferrari” - po specjalnym przeszkoleniu został dowódcą czołgu Panzerkampfwagen VI „Tiger”, numer boczny #1331. Jego pierwszym poważnym testem, jako dowódcy czołgu ciężkiego była operacja „Cytadela” - bitwa na Łuku Kurskim. Pierwszego dnia walk Wittmann zneutralizował 2 działa przeciwpancerne i zezłomował 13 T-34, ratując pluton kolegi, który wpadł w tarapaty. Pod koniec bitwy as pancerny poszerzył swoje konto o 30 czołgów nieprzyjaciela i 28 dział przeciwpancernych. To, co dla niektórych byłoby dziełem całej wojny, dla niego było kwestia kilku dni.
Po walkach w rejonie Kurska jego dywizja została wysłana do Włoch w celach reorganizacyjno-wypoczynkowo-okupacyjnych. Po rozpoczęciu radzieckiej ofensywy jesiennej, Wittmann i jego swawolna kompanija wrócili do gry. W międzyczasie Michael zmienił maszynę – nowa była opatrzona numerem #S21. Trzynastego października znów wpadł w szał bitewny i zneutralizował kilkanaście pojazdów wroga. Trzynastego stycznia odebrał Krzyż Rycerski za całokształt działalności artystyczno-militarnej. Odznaczenie to otrzymał również jego strzelec za wspaniałe osiągnięcia w dziedzinie strzelectwa sportowego (jeśli uznamy radzieckie czołgi za tarcze). Dwudziestego stycznia otrzymał telegram od samego Adolfa Hitlera, w którym wódz, informował go o tym, że otrzyma jeszcze Liście Dębu do swojego orderu – odebrał je 2 lutego z rąk przywódcy Niemiec w Wilczym Szańcu.
Wittmann stał się znanym na całą Rzeszę symbolem propagandy. Otaczano go czcią podobną do tej, z jaką ludzie odnosili się do asów lotniczych z czasu Pierwszej Wojny Światowej. W kwietniu 1944 zwiedzał nawet fabrykę, gdzie produkowano Tygrysy i dziękował robotnikom za dobrze wykonaną pracę. W międzyczasie jego strzelec sam został dowódcą innego Tygrysa. Raniony w Normandii przeżył wojnę. Michael objął dowództwo nad kompanią Tygrysów. Szóstego czerwca Wittmann przeniósł się do nowszej wersji Tygrysa numer #205 (ten czołg mamy okazję oglądać w Chwale Boha
terom). Trzynastego czerwca doszło do wydarzeń jakie można odegrać w grze. Michael ze swoją kompanią (łącznie 6 czołgów) niszczy prawie 30 czołgów alianckich ( w tym 4 zabójcze Shermany Firefly), 30 pojazdów opancerzonych i dwie „sześciofuntówki” - potężne brytyjskie działa przeciwpancerne. Spora część z tych czołgów została zniszczona przez samego Michaela, który w pierwszej fazie bitwy zaatakował samodzielnie przemieszczającą się kolumnę sił wroga. Zastosował swoją słynną taktykę – czekał aż przeciwnik przybliży się dostatecznie blisko, i złomował pierwszy i ostatni czołg w kolumnie odcinając na chwilę drogę odwrotu i wprowadzając chaos.Po tych wydarzeniach zyskał pseudonim „Dziadek do czołgów”, gdyż rzekomo rozłupywał je jak orzechy. Otrzymał także ofertę wycofania się z frontu i prowadzenia szkoły pancernej. Odmówił.
Po odebraniu od Hitlera Mieczy do Krzyża Rycerskiego powrócił na wojnę. W nowym Tygrysie #007 walczył niewiele ponad miesiąc. Ósmego sierpnia jego czołg został zniszczony w rejonie Cintheaux. Zginął wraz z całą załogą. Istnieje kilka hipotez dotyczących jego śmierci – najbardziej prawdopodobna i poparta naukowymi dowodami mówi o tym, że zabłąkany samolot typu Typhoon trafił go w tylny pancerz rakietą. Wybuch silnika spowodował pożar, który zapalił skład amunicji. Poległ niepokonany przez żadnego innego czołgistę, podobnie jak Czerwony Baron – prawdopodobnie zestrzelony z ziemi. Spoczywa wraz z załogą na cmentarzu niemieckim w Normandii w sektorze 47, rząd 3, kwatera 120.
Studio Relic oddało mu wspaniały hołd pozwalając wielu osobom niezainteresowanym bezpośrednio historią poznać jego sukcesy. Szkoda, że autorzy nie podali jego prawdziwego nazwiska, ułatwiając poznanie prawdy. Liczą się jednak chęci – resztę można dopowiedzieć. Na przykład w niniejszym artykule, który opisuje zaledwie ułamek życia człowieka, który zniszczył ponad 140 czołgów i ponad 130 dział przeciwpancernych. Nie obchodzi mnie, czy walczył pod sztandarem sierpa i młota, adlera, flagi amerykańskiej czy szczurzego odbytu (aluzja do angielskiego „skeczu o żołnierzach ss”). Liczy się to, że był geniuszem w tym co robił. O wybitnych jednostkach powinno się pamiętać, aby mogły żyć, chociaż w pamięci ludzkiej. Niczym wikingowie w Valhalli czekać na Ragnarok będąc nieśmiertelnymi. W sercach i umysłach ludzi.
Autor: Matis

