LOGOWANIE
Zarejestruj sie

Adam Heydel

adam-heydel-3290-1.jpg 1 Następnie Hedyel przechodzi do określenia granic liberalizmu. Zauważa na początku, że:

Psychologja urzędnicza jest antytezą psychologji dobrego gospodarza.

a następnie rozważając różne przypadki, tworzy przestrzeń w której powinno działać państwo. Krytykuje monopole, które w jego opinii są szkodliwe społecznie, gdyż obniżają poziom bogactwa kraju marnotrawiąc jego zasoby. Wskazuje, że państwo powinno uczestniczyć w gospodarce jedynie w ramach tzw. gospodarki publicznej, czyli zaspokajania potrzeb które nie wywołują popytu ze strony ludności (choćby były jak najdotkliwiej odczuwane) czyli nie mogą zachęcić prywatnych przedsiębiorców do ich zaspokojenia. Są to na przykład: oświetlenie ulic, ulice, obronność, czy ochrona porządku prawnego.

Jedynym sposobem dostarczenia dóbr, któreby te potrzeby zaspokoiły, jest pociągnięcie jednostek do świadczeń przymusowych – do podatków.

Gospodarka publiczna powinna również zaspokajać potrzeby, za które konsumenci gotowi są płacić, jednak nie tak dużo, by pokryć choć koszty produkcji. Są to na przykład oświata i opieka zdrowotna. Adam Heydel stawia jednak sprawę jasno: podatki są złem koniecznym i przyczyniają się do uszczuplenia bogactwa społecznego.

Można zapewne stanąć na stanowisku, że np. oświata jest tak ważnem dobrem, że należy je dawać darmo lub półdarmo nawet kosztem zmniejszenia płac robotniczych, a więc także ograniczenia konsumcji tej warstwy w innym kierunku. Należy jednak o tem zmniejszeniu pamiętać.

Ważnym jest, by obszar tychże potrzeb społecznych pojmować jak najwężej. By to zilustrować, autor przytacza myśl Bernarda Shawa:

„Rada
hrabstwa Londynu zwraca się do nieszczęśnika walczącego zaciekle z biedą w małym sklepiku, niedożywionego, źle ubranego, nędznie mieszkającego, więc rozpaczliwie potrzebującego więcej pieniędzy dla siebie i swojej rodziny. Biorąc go za kark, powiada mu: chodź; musisz przyczynić się do ogólnego rozkwitu tej wspaniałej stolicy, której masz zaszczyt być obywatelem. Niewolno ci przebywać Tamizy na nędznym promie: musisz zbudować kolosalny most z monumentalnym dojazdem (…). Musisz stworzyć nową i wspaniałą aleję z imponującemi budynkami (…), musisz się cieszyć z rozkosznych parków (…). Nic dziwnego, że nieszczęsna ofiara tego zarozumiałego patrjotyzmu lokalnego, zwraca się gwałtownie przeciw swoim postępowym dobroczyńcom i pyta ich, czy sobie wyobrażają, że jego imię jest Carnegie, Pierpont Morgan lub Rothschild, że zmuszają go do urzeczywistnienia planów miljonerów”


Kolejnym ważnym tematem poruszanym przez Heydla jest interwencjonizm państwowy, czyli ograniczenia (nakazy i zakazy) narzucane prywatnemu sektorowi gospodarki. Posługuje się w tym celu różnymi przykładami; przytaczam jeden z nich:

Rząd polski zakazując wywozu zboża w jesieni, w latach ubiegłych stał na stanowisku, że taki wywóz nie jest dopuszczalny, prowadzi bowiem do konieczności dowożenia zboża z zagranicy na wiosnę, po wyższych cenach. Wywieziemy jesienią, powiedzmy, 10 miljonów centnarów po 30 złotych – kraj zyska więc 300 miljonów, a przywieziemy na wiosnę 10 miljonów centnarów po 35 złotych, kraj straci 350 miljonów. Strata netto wyniesie 50 miljonów. Takie rozumowanie było symplicystyczne. Kapitał 300 miljonów osiągnięty z wywozu w jesieni i zatrudniony produktywnie pozwala wygospodarować na wiosnę sumę od 300 miljonów niadam-heydel-3290-2.jpg 2ewątpliwie wyższą.

Określa autor też kolejny punkt (po potrzebach społecznych), w którym liberalizm powinien być ograniczony:

Polityka ekonomiczna musi jednak sięgać dalej w przyszłość i musi mieć na oku bogactwo nie tylko bieżącego, ale i przyszłych pokoleń. Tu występuje niekiedy sprzeczność między interesem jednostek, względnie interesem żyjącego pokolenia, a interesem tej całości, jaką na setki lat stanowi społeczeństwo-naród.

W drugiej części pracy, zatytułowanej „Dążności etatystyczne w Polsce”, Adam Heydel przechodzi do oceny systemu gospodarczego Polski. Należy zauważyć, że mowa jest tu o gospodarce z 1928 roku, czyli tuż sprzed kryzysu.

Wśród przyczyn rozwoju etatyzmu w Polsce, autor najbardziej akcentuje tradycje gospodarcze państw zaborczych. Jak później zauważa, Polska przejęła od zaborców te najbardziej etatystyczne elementy.

Polska zastosowała wszystkie monopole państw zaborczych i dodała do tego inne (monopol solny, monopol rurociągów gazowych).

Analizując budżet, a w szczególności obciążenia podatkowe, dowodzi istnienia etatyzmu w Polsce i zauważa ogromny dysonans pomiędzy zamożnością w Europie Zachodniej i w Polsce. Wytyka politykom popieranie monopolów i przerost biurokracji. Ale najbardziej krytykuje politykę interwencjonizmu.

Co zaskakujące, gani rządową politykę rozwoju przemysłu.
Przy dzisiejszej polityce, siłą próbujemy zmienić strukturę naszej gospodarki. Idziemy nie w kierunku naturalnego, ale sztucznego, niezdrowego rozwoju. Hamujemy rozwój rolnictwa, które przecież słusznie uważane jest za podstawę gospodarki polskiej. Nic dziwnego, że rolnictwo wegetuje i nie zaspakaja dostatecznie potrzeb kraju.

skomentuj
KOMENTARZE NA TEMAT GRY
więcej komentarzy dodaj komentarz