LOGOWANIE
Zarejestruj sie

Premiera Homeworld: Deserts of Kharak i pierwsze recenzje

Po ponad 15 latach od wydania pierwszego Homeworlda doczekaliśmy się premiery trzeciej odsłony kultowej serii RTS-ów – Homeworld: Deserts of Kharak. Tytuł powstał w studiu Blackbird Interactive, założonym przez twórców jedynki, i opowiada historię dziejącą się 100 lat przed wydarzeniami z pierwszej części cyklu.

Główną bohaterką Pustyń Kharaku jest Rachel S’jet, badaczka kierująca wyprawą na tytułowy obszar w celu pozyskania tajemniczego artefaktu, znanego jako Pierwotna Anomalia (Primal Anomaly), który ma być ostatnią nadzieją dla ludów wymierającej planety. Na drodze ekspedycji Koalicji Północnego Kiithidu staną koczowniczy, lecz bynajmniej nie prymitywni Gaalsianie, zdecydowani nie dopuścić do wydobycia cennego obiektu.

Nie ulega wątpliwości, że gra spotkała się z ciepłym przyjęciem ze strony recenzentów, jako że nawet autorzy, którzy przyznali jej noty poniżej 80%, jednoznacznie stwierdzili, iż otrzymaliśmy bardzo dobry prequel poprzednich odsłon cyklu. Co więcej, pomimo przeniesienia akcji z kosmosu na powierzchnię planety – zmiana dość często krytykowana przez fanów – Deserts of Kharak ma znacznie więcej wspólnego z Homeworldem, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Teoretycznie nie ma mowy o atakowaniu z góry czy z dołu jak w przestrzeni kosmicznej, ale przewaga wysokości (przypomnijmy: gra korzysta z dynamicznego algorytmu, na bieżąco obliczającego bonus za zajęcie podwyższonej pozycji) ma tak ogromne znaczenie, że walki jako żywo przypominają te z jedynki.

To zresztą nie jedyne podobieństwo do kultowego pierwowzoru. Również pod względem atmosfery nowa odsłona Homeworlda nawiązuje do jedynki: w obu grach wyruszamy na wyprawę samotni, bez żadnego wsparcia z zewnątrz, co widoczne jest choćby w braku posiłków pojawiających się znikąd – w kolejnych 13 misjach kampanii H:DoK dysponujemy niemal wyłącznie jednostkami z poprzednich misji. A choć wydawałoby się, że pustynia nie może wywołać takiego uczucia osamotnienia, co przestrzeń kosmiczna, to tak właśnie jest. Klimatu dopełnia niezgorsza fabuła (mimo oczywistego braku zaskoczenia zakończeniem – w końcu od dawna znamy ciąg dalszy) oraz wybitna oprawa audiowizualna. Mowa tu nie tylko o mapach (głównie pustynnych, ale bynajmniej nie monotonnych), projektach jednostek, quasi-arabskiej muzyce skomponowanej przez Paula Ruskaya (autora ścieżki dźwiękowej do pierwszego Homeworlda) czy też błahych, lecz ożywiających grę rozmowach naszych podwładnych. Nieinteraktywne sceny zrealizowano w oryginalnym stylu przypominającym malowidła, dzięki czemu filmiki ogląda się z przyjemnością.

Jeśli chodzi o rozgrywkę, tu również wyczuwa się podobieństwo do oryginału. Jednostki są nieco wolniejsze i mniej trwałe niż w innych RTS-ach (vide seria StarCraft), co ułatwia sprawne zarządzanie nimi w trakcie bitwy. Przynajmniej w przypadku kierowania większymi grupami, bo mikrozarządzanie prezentuje się już nieco gorzej, utrudniając np. umieszczenie wszystkich żołnierzy na samym szczycie wydmy. Recenzentom zdarzały się też drobne problemy z wyszukiwaniem ścieżek przez jednostki, a niektórym przeszkadzał brak ręcznego ustawienia formacji. Pomijając te wady, potyczki w Deserts of Kharak są bardzo satysfakcjonujące i taktyczne. Każda jednostka ma swoje wady, a nawet te najpotężniejsze giną na tyle szybko, że pozostawienie ich samym sobie nie jest najlepszym pomysłem. Sporym plusem nowego Homeworlda jest swoboda w wybraniu strategii (każda z nich może być równie skuteczna przy odpowiednim pokierowaniu naszymi wojskami) oraz możliwość wyjścia nawet z najbardziej dramatycznych sytuacji.

Niestety, H:DoK nie jest pozbawiony wad. Poza wcześniej wspomnianymi drobnostkami zwraca uwagę dość nikła zawartość gry: przejście kampanii dla pojedynczego gracza zajmuje 11-15 godzin, a dla trybów wieloosobowych udostępniono zaledwie 5 map (po dwie dla dwóch i czterech graczy oraz jedna dla sześciu). Jest to o tyle bolesne, że sztuczna inteligencja komputerowych przeciwników pozostawia wiele do życzenia. Biorąc pod uwagę niemałą cenę gry w sklepie Steam, nawet z rabatem w ramach przedsprzedaży (na platformie Valve gra zadebiutuje o godzinie 19:00), można by oczekiwać nieco więcej. Nie zmienia to jednak faktu, że tytuł jest godnym następcą serii, oferując wszystko to, za co fani pokochali poprzedniczki i dodając wiele od siebie.

Źródło:
"Entelarmer" - GRY-OnLine


Klemens
2016-01-20 18:36:41