LOGOWANIE
Zarejestruj sie

Jung Chang, Jon Halliday - Mao

My, Europejczycy, przywykliśmy do tego, iż świat się kręci wokół nas – to nasz kontynent określamy mianem Starego, określenie Nowego rezerwując dla krewniaków zza oceanu, resztę zaś ludzkości zwykliśmy wrzucać do worka Trzeciego Świata. W istocie jednak to nie między Skandynawią a Maltą biją serca największej grupy ludzi i nie między Hiperboreą a Uralem narodziła się cywilizacja. Europa to tylko „mały półwysep na zachodzie”, jak stwierdził chiński przywódca Mao Tse-Tung, któremu warto przyjrzeć się uważniej, jako że był on panem życia i śmierci czwartej części ludzkości.
Oczywiście książek poświęconych tej osobie – wszelkiej maści biografii, wspomnień, ale też i panegiryków – jest wiele, co rzecz jasna rodzi problem wyboru tych naprawdę wartościowych. Recenzowana pozycja wyróżnia się zaś wśród nich – czego nie omieszkał wyeksponować wydawca – osobą (współ)autorki, Jung Chang, znanej z bardzo poczytnej autobiograficznej powieści zatytułowanej „Dzikie łabędzie”.

„Mao” nie jest bowiem biografią jakich wiele, pisanych wedle utartego – nudnego – klucza. Nie wynika to jednak bynajmniej z jakiegoś radykalnego odstępstwa od kanonów gatunku, nic z tych rzeczy. Przyszłego twórcę Chińskiej Republiki Ludowej poznajemy w chwili narodzin (a właściwie to wcześniej jeszcze dowiadujemy się co nieco o losach życiowych jego rodziców), później obserwujemy dość chronologicznie losy jego życia, końcem zaś jest śmierć. Unikalność tej pozycji kryje się gdzie indziej. Otóż jest ona napisana żywym językiem, zdania są po prostu estetyczną i smaczną strawą dla ducha. Jest to niekwestionowane piętno pióra Jung Chang.



Autorstwo Chinki daje o sobie znać jeszcze w inny sposób. Mianowicie w odróżnieniu od przytłaczającej większości znanych mi biografii w tej niejednokrotnie narrator wyrazi osobiste zdanie, mocno nacechowane emocjonalnie, czemu trudno się dziwić, zważywszy na fakt, iż autorka odczuła na własnej skórze różnicę między chińską propagandą a rzeczywistością
. Czasami budzić to może wątpliwości co do obiektywizmu danej pozycji... choć przyznam, że ujął mnie jeden szczegół. Otóż autorzy informują nas o tym, iż w okresie „odwilży” w stosunkach chińsko-amerykańskich możliwość wyjazdu za granicę miały tylko jednostki lojalne wobec reżimu. Cóż, nie najlepsze świadectwo wystawiła sobie Jung Chang, zważywszy na okoliczność, że ona właśnie zalicza się do takich „poreaganowskich” imigrantek...

Napisanie, iż od strony technicznej wobec recenzowanej pozycji nie można wysunąć żadnego zarzutu, byłoby wręcz karygodną oględnością. Byłem bowiem wprost zachwycony formułą przypisów, z tak dobrym pomysłem w tej materii jeszcze się nie zetknąłem! Otóż przy samym tekście „merytorycznym” tych jest bardzo niewiele, wszystkie zaś stanowią uzupełniający komentarz odautorski. Ale na ostatnich ponad stu stronach książki znajdziemy je bardzo ładnie uszeregowane, w kolejności wedle rozdziałów i numerów stron. Z jednej więc strony „nie przeszkadzają” one w lekturze, z drugiej zaś wszyscy pragnący sięgnąć do źródeł także winni być ukontentowani.

„Mao” autorstwa Jung Chang i Jona Halliday’a to spełnienie marzeń każdego domorosłego miłośnika historii pragnącego zgłębić swą wiedzę o losach najludniejszego państwa na świecie. A że jest przystępna w odbiorze, z pewnością jej obszerność poczytana będzie za atut, nie zaś wadę. Znakomita książka!


Piotr Kociubiński
„Klemens”
E-mail autora: klemens(at)sztab.com



Autor: Klemens
skomentuj
KOMENTARZE NA TEMAT GRY
więcej komentarzy dodaj komentarz