LOGOWANIE
Zarejestruj sie

Moja mikroojczyzna: Hokendorf-Klęskowo-Bukowe

hokendorf-3616-1.jpg 1 Powstały ośrodki gastronomiczne przeznaczone dla przyjezdnych, ale i też związane ze wzrostem zamożności miejscowych, jak na przykład kawiarnio-cukiernia. Dom dla dla samotnych matek, fabryka masła, ochotnicza straż pożarna z wysoką na 10 metrów wieżą. Przerobiono dwa młyny na restauracje oraz rozbudowano cegielnie. Powstała tam również stacja benzynowa. Chlubą pobliskich miejscowości było znane i cenione sanatorium, które dodatkowo przyciągało wielu gości. Tą funkcję podobno zachowało do lat 50, może 60. Istniała również lecznica.
 
W związku z tymi okolicznościami oraz normalnym rozwojem w 1925 roku liczba ludności osiągnęła 2300 mieszkańców, by w okresie tuż przed zmaganiami dwu sąsiednich narodów wynosić 4000.
 
Społeczność chowała swoich zmarłych na czterech cmentarzach. Był jeden przy kościele, następny blisko niego, istniał przyszpitalny. Do lat dziewięćdziesiątych, od czasu do czasu znajdowano kawałki albo całe kości wygarnięte podczas budowy bloków. Dziś pogrzeby i pochówki odbywają się na cmentarzu w Dąbiu i Zdrojach.

Pan Łuczak w swojej książce podaje, że znajdowały się na terenie dzielnicy trzy domy dziecka w trzech budynkach, które leżały bardzo blisko siebie. Dwa z nich dla przykładu zwały się Betlejem i Nazaret. Były prowadzone przez organizacje sióstr denominacji protestanckiej. Diakonisy opiekowały się dziećmi, starcami, samotnymi matkami, pomagały w lecznicy.
 
W okolicy ulicy Chłopskiej rosły trzy ponad 700-letnie dęby, które po wojnie nazwano z racji propagandowych jak i przyswajania sobie ziem i stanu zastałego dębami Krzywoustego. Wcześniej by
ły utożsamiane z letnią willą rodu Zieiteleman. W 1946 roku opuszczony i nadto zniszczony dwór zajął niejaki Ludwik Idziak. Dom był po części ograbiony. Zachowały się jednak książki i kufry niemieckich poprzedników. Rok 1951 był końcem żywota dla jednego z potężnych drzew. Uschło i zagrażało budynkom oraz ludziom.
 
Innymi patrycjuszami, którzy już w XVIII zapuścili korzenie i zrośli się z dziedzictwem Hokendorfu była familia Dohrn. Pierwszy z nich zakupił tu ziemię w 1797 roku. Willę, którą postawił, można również zaklasyfikować do letnich rezydencji. Szybko stała się miejscem lubianym przez elitę kaiserowskiego Szczecina i nie tylko, bo właściciele mieli i polskich przyjaciół. Na przełomie wieków doszło do ślubu pomiędzy dziedzicem a wybranką z rodziny Dąbrowskich. Ród Dohrn znany był ze swojego zamiłowania do przyrody i praktykowania etymologii. Sama Dąbrowska była tłumaczka książek i artykułów na rynek niemiecki.
 
Gości fascynowała i intrygowała kolekcja antycznych i renesansowych rzeźb. Zdobyła sobie niemałą sławę w regionie. Dwie te rezydencje posiadały ogrody, po których dziś nie został poważniejszy ślad. Bardzo miłym znakiem sąsiedzkiego procesu pojednania jest umieszczony obok starego kościoła pomnik, który symbolizuje upamiętnienie ofiar tragicznego XX wieku.
 
Nauka i kształcenie młodzieży odbywało się w szkole usytuowanej przy kościele. W 1932 roku zbudowano kilkupiętrowy budynek, który zastąpił małą salę. Składał się z 11 sal gdzie mieściło się w każdej 42 uczniów. Wewnątrz zorganizowano siłownię z przebieralnią. W okresie wojny szkoła stała się szpitalem niemieckich żołnierzy toczących w tych rhokendorf-3616-2.jpg 2ejonach walki.
 
1945 rok był tragedią dla przedmieścia Szczecina. Toczyły się tu bardzo ciężkie walki 17 i 18 marca. Dzieci przerzucono do Greifswaldu. Zniszczono większość zabudowy, a te domy, które się ostały, naznaczone są odpryskami. W lesie można znaleźć wiele bezimiennych grobów, które przypominają o zmaganiach wojsk i niespokojnych czasach po nich.
 
Po wojnie prawie od razu, bo z Piotrem Zarembą, ruszyła fala polskich osadników, którzy szybko zasiedlili nie tak mocno plądrowane jak właściwy Szczecin miejsca. Dodatkową korzyścią był rolniczy charakter miejsca. Przeświadczenie to pomimo stacjonującego w Dąbiu wojska sowieckiego było tak silne, że niektórzy osadnicy przenosili się właśnie tu z centrum ogarnionego szerszym rabunkiem. Ostatnim epizodem niemieckim w Klęskowie była koncentracja ludności, która nie zdążyła uciec przed nadciągającym frontem. Było ich ponad 1000 i byli tam na tyle długo aby w 1946 roku wspomóc ludność nowo osiadłą w pracach polowych i zbiorach.

Nasz region, a z nim Klęskowo i okolice, doświadczył tąpnięć kulturowych, które przemieniły jego obraz praktycznie w mgnieniu oka dziejów. Spotkały się tu dwa światy. Nastąpiły przemiany po II wojnie światowej i Hokendorf był ich świadkiem. Rozpętana przez Niemców batalia, zamiast glorii i laurów dla żołnierza i narodu niemieckiego, przyniosła zgryzotę i pożogę. Na dodatek utratę regionu, integralnej części Rzeszy od kilkuset lat.


Inspiracją dla napisania tekstu były książki pana Marka Łuczaka oraz Pocztówki z Portalu Prawobrzeże.eu jak i moja praca na konferencję studencką odbytą w niniejszym tygodniu na Uniwersytecie Szczecińskim

Autor: Kizik
skomentuj
KOMENTARZE NA TEMAT GRY
więcej komentarzy dodaj komentarz